Chapter Text
1.
Jak zwykle klub nocny.
Nigdy nie mogła to być mniej lub bardziej wyszukana restauracja czy najzwyklejszy bar przy drodze. Nie. To musiało być coś ekstra, coś z pazurem, coś co zainteresuje najstarszego Winchestera. O zdaniu młodszego nie było nawet mowy.
Nie żeby jakoś specjalnie narzekał. Choć i owszem zdarzały się takie momenty, kiedy widząc przed jakim budynkiem o niskopoziomowym pokroju zaparkowali, miał ochotę wrócić do motelu, choćby na piechotę. Nie był typem podrywacza, ba nie był nawet typem faceta „Hej Jestem Nieśmiały Ale Też Potrafię Się Bawić”. Jego problem polegał na tym, że po całym dniu spędzonym na unieszkodliwianiu duchów, chciał nadzwyczajnie w świecie pogadać z kimś, kto oprócz głowy przepełnionej cyckami i porno ma choć cząstkę rozumu. Niestety w miejscu, w którym się aktualnie znajdował nie mógł za bardzo na to liczyć.
Speluna nie była obszernych rozmiarów, ale miała wystarczająco dużo miejsca na dwie, średniej wielkości sceny. Na jednej jak się domyślał, miejscowy zespół próbował grać coś, co na pozór można było nazwać muzyką, na drugiej zaś miejsce zajmowały tańczące przy rurze striptizerki. Chłopak nawet nie zerknął tam, gdzie większość ludzi znajdujących się w śmierdzącym od potu i fajkami pomieszczeniu patrzyła z uwielbieniem. Nie, zdecydowanie tutaj nie pasował.
Z cichym westchnieniem podszedł do baru, aby zamówić coś co pomogło by mu przetrwać ten czas bezczynności i rozmyślania nad własnym życiem. Po zastanowieniu wziął całą butelkę whisky, mając nadzieje, że po połączeniu z jego laptopem będzie stanowić idealny sposób, aby wytrwać.
Ze zrezygnowaniem rozglądał się po sali w poszukiwaniu wolnego miejsca. Jego brat już dawno zniknął mu z pola widzenia, nie przejmując się zbytnio swoim młodszym braciszkiem. Cóż, tak jak zawsze. Kiedy w grę wchodziła blondynka, z mniej lub bardziej uwidocznionymi górnymi partiami ciała i w dodatku jeszcze ubrana w mini sukienkę lub spódniczkę, Sam tracił jakiekolwiek znaczenie.
Zamiast więc rozglądać się w poszukiwaniu swojego brata, rozsiadł się wygodnie niedaleko sceny, na której stała rockowa ekipa i z roztargnieniem przeczesał ręką włosy.
Był naprawdę zmęczony.
Po jego prawej stronie siedziała grupa facetów, ubrana w ciemnoniebieskie stroje robocze. Wszyscy sprawiali wrażenie ludzi w podeszłym wieku, co wcale nie oznaczało, że nie chcieli się zabawić. Z lubieżnym wręcz pożądaniem obserwowali dziewczyny kręcące się nieopodal nich, mimo iż żadna nie uraczyła ich choćby spojrzeniem. Sam zaśmiał się w duchu.
Oprócz nich w swojej okolicy nie zauważył niczego wartego uwagi. Kilku mężczyzn stało przy barze, pewna młoda para obmacywała się w ciemnym kącie, a grupka trzech kobiet grubo po czterdziestce układała karty na stoliku, popijając Brandy.
Dzień jak co dzień.
- Nie uważasz, że perkusista celowo zagłusza wokalistę ? – usłyszał tuż przy swoim boku. Ze zdziwieniem oderwał oczy od laptopa i spojrzał w lewą stronę. Stał tam mężczyzna w ciemnoszarej koszulce i czarnych, dopasowanych jeansach. Jego blond włosy wydawały się zmieniać barwę w zależności od gry świateł, przechodząc z koloru masła orzechowego do jasnego, niczym promienie słońca odcieniu. Był zdecydowanie niższy od Sama, lecz sprawiał wrażenie jakby wzrost niewiele go obchodził. Przyglądał się grupie muzyków, uśmiechając się cynicznie. Sam z zaciekawieniem spojrzał na scenę, na której pięcioosobowa grupa grała nieznany mu rockowy kawałek.
- To Angel zespołu Aerosmith – powiedział nieznajomy jakby czytając chłopakowi w myślach. Sam próbował spojrzeć mu w oczy, lecz mężczyzna nadal uważnie obserwował najmniejszy ruch wspomnianego już perkusisty, zahaczając czasami o resztę zespołu. Winchester powędrował za nim wzrokiem i stwierdził ze zdziwieniem, że mężczyzna może mieć rację. Wokalista na wszelkie sposoby starał się zwrócić na siebie uwagę, lecz był skutecznie zagłuszany przez instrumenty perkusyjne. Obaj członkowie zespołu co chwilę posyłało sobie urywkowe spojrzenia, zupełnie jakby toczyli walkę na odległość.
- Nie dziwię się, skoro próbują zwrócić na siebie uwagę tej samej dziewczyny - odparł chłopak, uśmiechając się sarkastycznie. Znał bardzo dobrze takie sytuację, kiedy myśląc, że ma jakieś szanse u dziewczyny, pojawiał się Dean ze swoim szelmowskim uśmiechem i odbierał mu jakiekolwiek nadzieję.
- A więc również to zauważyłeś ? – spytał mężczyzna, spoglądając na chłopaka. Sam musiał przyznać, że oczy które patrzyły na niego z ciekawością były jednymi z najbardziej niezwykłych jakie w swoim życiu spotkał. Idealnie współgrały kolorystycznie z włosami, bo jak i one były bursztynowego koloru. Mieściły w sobie nutkę zainteresowania, pomieszaną z pewnością siebie i czymś, czego chłopak nie potrafił nazwać.
- Myślę, że nie było to takie trudne – odparł Sam, odwracając się z powrotem do swojego laptopa.
- Mylisz się – odparł nieznajomy. – Większość osób zarzekałaby się, że perkusista po prostu nie potrafi grać, a to jak najbardziej mija się z prawdą.
- Dlaczego ?
- Cóż, powiedzmy, że jako nauczyciel muzyki potrafię to wyczuć – uśmiechnął się mężczyzna, bez zaproszenia sadowiąc się na krześle obok Sama. Chłopak ze zdziwieniem podniósł wzrok znad urządzenia i spojrzał na żółtookiego. Ten sprawiał wrażenie wyluzowanego, lubiącego się zabawić faceta, który nie przejmował się zbytnio niczym, ani nikim. Winchester rozejrzał się po sali. Wokół niego panował spory gwar, dym z papierosów gęsto unosił się i krążył pod sufitem, a muzyka głośno rozbrzmiewała i drażniła uszy. Mimo tego chłopak naliczył, aż cztery wolne stoliki, przy których spokojnie mógł usiąść ten mężczyzna. ”Czemu więc usiadł koło mnie ?” - spytał się w duchu, widząc jak nieznajomy nalewa do szklanki ciemne piwo, przyniesione przed chwilą przez kelnerkę.
- A więc…- próbował zacząć chłopak. – Jest Pan nauczycielem ?
- Hej, spokojnie, dzieciaku. Nie jestem, aż tak stary. – zaśmiał się i pociągnął spory łyk ze szklanki. – Mam zaledwie dwadzieścia osiem lat. Ty mi wyglądasz na coś koło dwudziestki, mam rację ?
- Dokładniej dwadzieścia dwa – odpowiedział Sam, zamykając z lekkim westchnieniem laptopa. Nie miał ochoty na rozmowę z nikim, a już szczególnie z kimś, przy kim wyglądał jak zakompleksiony, pryszczaty nastolatek.
- No, czyli oboje jesteśmy jeszcze bardzo młodzi – uśmiechnął się lekko. – Powiedz mi, czemu zamiast obserwować tamte urodziwe panienki, siedzisz tutaj samotny, z taką naburmuszoną miną ?
- Nie za bardzo lubię takie miejsca – odpowiedział, bez entuzjazmu.
- Cóż, kto co lubi, ale raz na jakiś czas trzeba się rozerwać – poruszył zachęcająco brwiami, jakby podkreślając swoją wypowiedź. Sam zaśmiał się w duchu. Dobrze wiedział, że facet ma rację, on jednak od pewnego czasu zupełnie stracił zainteresowanie płcią przeciwną.
- W takim razie czemu siedzisz tutaj ze mną – młodym facetem, z odrażającym wyglądem i nudnym charakterem, zamiast ślinić się na widok tamtych dziwek ?
Pytanie zawisło w powietrzu. Mężczyzna przyglądał się młodszemu Winchesterowi, z pewną dozą smutku. Wyglądał jakby, nie potrafił pojąć jak ktoś tak młody może tak źle o sobie myśleć. Sam natomiast, był najzwyczajniej w świecie wkurzony. Nie dość, że musiał siedzieć w tym obskurnym klubie, to jeszcze w dodatku nakrzyczał na osobę, która – jak sądził – chciała z nim po prostu porozmawiać. Nie chciał tego, lecz wiedział, że jeśli mężczyzna teraz odejdzie wyśmiewając go pod nosem, to nie powinien być zdziwiony.
- A co jeśli ci powiem, że jesteś o wiele bardziej interesujący od tych kobiet ? – spytał żółtooki, powoli sącząc ciemnobrunatny trunek. Sammy był zbity z tropu. „Czy on właśnie powiedział…?”
- Wybacz, ale to nie możliwe – uśmiechnął się lekko, odwracając głowę by móc przyjrzeć się tańczącym dziewczyną. Były ubrane w efektowne stroje oraz kilkunastocentymetrowe szpilki. Miały wszystko. Urodę, wdzięk, seksapil. Co w takim szczeniaku jak on mogło być interesującego ?
- Oj zdziwiłbyś się, dzieciaku. Uroda i ciało to nie wszystko. Trzeba mieć coś jeszcze tu – wskazał na swoje czoło, uśmiechając się cynicznie – oraz tu – dotknął opuszkami palców miejsce, w którym znajdowało się serce.
Sam uśmiechnął się szczerze. Podobała mu się ta odpowiedź. Nie wiedział też czy to z powodu alkoholu, ogólnego gwaru i zamieszania, czy papierosów, ale ów mężczyzna zaczął mu się podobać, tym samym potwierdzając fakt, nad którym Winchester rozmyślał ostatnimi dniami…
- Jesteś chyba jedynym facetem, który myśli tutaj mózgiem, a nie fiutem – odparł Sammy, sadowiąc się wygodniej na krześle.
- Lubię być szczery, młody – powiedział żółtooki, uśmiechając się znad szklanki. – A teraz, może opowiesz mi coś o sobie ?
W istocie zrobił tak. I było mu z tym kurewsko dobrze.
